Ku North Rim - przejazd przez Las Vegas
Niestety nie znajduję zbyt wiele czasu by skompletować i poskładać w całość notatki z mojego pobytu w US. Dziś, w przerwie między zgłębianiem tajników nowoczesnego programowania w C++ i odpoczywaniem, udało mi się wygospodarować odrobinę czasu i umieścić dalszy opis jednego z dni, który spędziliśmy w większości w samochodzie - jadąc z Doliny Śmierci do North Rim. Jest to kontynuacja wpisu.
Kolejnym ważnym punkcie na naszej trasie było miasto hazardu i rozpusty - Las Vegas. Jadąc z Soshone, kolejnym miastem na mapie, już w stanie Nevada było dość znane z różnych filmów (przynajmniej Wiki tak mówi) miasto Pahrump (mapa). Według Wikipedii i przewodnika, w tym mieście, aż do lat 60 ubiegłego stulecia nie było usług telefonicznych, ani żadnych dróg asfaltowych do innych miast. W miarę zbliżania się do Las Vegas, drogi stawały się szersze, zaś ruch intensywniejszy. Kierowcy tutaj wydają się jeździć bardziej agresywnie niż w Kalifornii, ale może to tylko nam się wydawało. W okolicach czegoś, co wydało się mi dalekimi przedmieściami dostrzegłem dosyć standardowy widok - wielki plac budowy, gdzie powstają kolejne rządki ciasno upakowanych domków z tektury. Teoretycznie w tym klimacie niewiele więcej chyba potrzeba, ale struktura takiego domu wydaje mi się doskonałym siedliskiem dla wszelkiego rodzaju robactwa i insektów (choć tektura zapewne jest nasączona jakimiś 'nietoksycznymi' środkami chemicznymi zabijającymi wszelkie ustrojstwa na miejscu). Miasto przecina kilka autostrad, my zaś nie mieliśmy zbyt jasnego pomysłu na to, w którą stronę się udać, by trafić na główną ulicę miasta. Wiedzieliśmy tylko, że po zwiedzaniu Las Vegas, musimy udać się na północ, w kierunku stanu Arizona i Utah.
A to już dalekie przedmieścia Las Vegas. Amerykanie budują swoje domki w dość zwartej zabudowie. Do tego z tektury...
Jadąc autostradą dostrzegliśmy budynki znane nam z telewizji - różne przedziwne zamki, piramidy, kopie znanych budowli. Dzięki temu wiedzieliśmy już gdzie zjechać, by obejrzeć serce tego plastikowego miasta. Ja nie miałem wielkich oczekiwań, jedyne miasto, po którym się czegoś spodziewałem to San Francisco i raczej się nie zawiodłem. Tu szukałem raczej potwierdzenia moich odczuć o tym, iż Las Vegas jest miastem bez stylu, stanowi raczej zlepek kopii różnorakich pomysłów z całego świata, które nie tworzą w sumie jakiegoś spójnego obrazu. I nie zawiodłem się. Większość budynków wyglądała plastikowo, kiczowato i tandetnie. Niektóre, być może były nawet wyzwaniem architektonicznym (piramida), i wyglądały w miarę w porządku, ale za to ich otoczenie psuło cały wizerunek. Wieżyczki, zameczki, błyszczące złote kolory, itp - wszystko to wyglądało dość surrealistycznie. Pogoda na zewnątrz nie była zbyt łaskawa i panował niesamowity upał, dlatego też, zdecydowaliśmy się na krótkie zwiedzanie z samochodu.
Zobaczyliśmy całkiem pokaźną ilość miniaturek znanych budynków - np. statuę wolności, wieżę Eiffela, mnóstwo bilboardów reklamujących albo nocne kluby, albo kasyna, albo też rzekomych magików obdarzonych zdolnościami paranormalnymi. Ciekawostką było centrum informacji turystycznej, gdzie otrzymać można było 'Free Strip Maps'. Zauważyliśmy też, iż nawet w centrum (trudno zdefiniować centrum dla tego miasta, ale przyjmijmy, iż znajduje się ono, tam gdzie większość plastikowych budynków) na dużej ilości działek trwa budowa kolejnych obleśnych budynków. Jednak w całym tym bałaganie dostrzegliśmy kilka budynków zasługujących na większą uwagę, zapewne przez to, iż były dość stare - z lat 30 ubiegłego stulecia. Po kilku przejazdach i zrobieniu dostatecznej ilości zdjęć, udaliśmy się do pierwszego lepszego fast-foodu, by wypić jakiś napój bogaty w cukier oraz by przyjrzeć się mapie.
Postanowiliśmy spróbować dotrzeć jak najbliżej okolic North Rim, a jako że byłą dopiero godzina 13, szanse na dotarcie do celu były całkiem spore. Z Las Vegas postanowiliśmy wyjechać międzystanową autostradą 15 i kontynuować dalej przez stan Nevada, Arizona, aż do okolic miejscowości Hurricane w stanie Utah. Następnie planowaliśmy odbić na wschód, w kierunku miejscowości Kanab, a następnie z powrotem do stanu Arizona (gdzie znajduje się kanion), przez miasto o dość oryginalnej nazwie Freedonia, następnie Jacob Lake, aż do North Rim. Nocleg wstępnie zaplanowaliśmy w okolicy North Rim lub Jacob Lake. Co z tego wyszło postaram się poskładać w następnym wpisie.


Dodaj nową odpowiedź