Droga do Doliny Yosemite

The answer you entered to the math problem is incorrect.

Dziś rano po przebudzeniu się (po raz pierwszy po budziku), zauważyłem pod drzwiami oprócz codziennej gazety, rachunek za pobyt w hotelu. Właśnie do dzisiaj mieliśmy przez HP opłacony pobyt w Roseville i w końcu przyszedł czas wyjazdu. Do samochodu zapakowaliśmy mnóstwo toreb i reklamówek, cały nasz bagaż (którego co najmniej połowę stanowiły rzeczy zakupione już tutaj). Następnie dokonaliśmy check-outu - czyli przyszliśmy i oddaliśmy karty do pokoju i na tym się skończyło. W pracy dziś mieliśmy dwa spotkania podsumowujące o charakterze burzy mózgów. Udało mi się wygospodarować trochę czasu na to, by zadzwonić do Asi, u której były już późne godziny wieczorne. Po lunchu (który był bardzo sycący) musieliśmy chwilę odpocząć, aby jedzenie się odrobinę ułożyło. Drukowaliśmy w tedy z Google Maps różne mapy dojazdu (Yosemite, Grand Canyon, San Diego) oraz kupiliśmy dużą porcję znaczków na listy. Znaczki okazują się przydatne, gdyż w większości ciekawych miejsc bez problemu można kupić ładne pocztówki, zaś znaczki są towarem trudno dostępny. W końcu pożegnaliśmy się z Danem - naszym opiekunem w ProCurve, a następnie udaliśmy się do naszego ekonomicznego wehikułu na parkingu. Zastaliśmy dość niemiła niespodziankę w postaci kłebowiska mrówek na tylnym siedzeniu. Wobec tego, nastąpiła drobna zmiana planów i udaliśmy się jeszcze do WalMarta po środek owadobójczy. Wybór był całkiem spory (co ciekawe w dziale z żywnością) i wybrałem jakiś z preparatów typu 'non-toxic' 'instant kill' (nazwa jest specyficzną sprzecznością). Jednak instant kill okazał się działać znakomicie i po wywietrzeniu samochodu i wyrzuceniu zdechłych mrówek postanowiliśmy przyjąć do wiadomości cześć dotyczącą 'non-toxic'.

Zdjęcia

Dan pokazał nam na mapie ciekawą drogę do Yosemite, omijającą główne autostrady, zaś wijącą się przez dość ciekawe, posiadające bogatą historię (o ile można mówić o historii zaczynającej się w okolicach 1849) i malownicze miejscowości. Droga do Sacramento i do Jackson Road zajęła nam dwukrotnie dłużej niż przewidywaliśmy, a stało się to za sprawą korków (szkoda, iż nie uwierzyliśmy wskazaniom Google Traffic, gdyż wtedy pojechalibyśmy inną drogą). Jackson Road okazała się niewielką drogą dwukierunkową, poprzecinaną sporadycznie innymi drogami i światłami, ale jazda nią była przyjemnością, gdyż można było oglądać odrobinę inną Kalifornię, niż ta, którą do tej pory oglądaliśmy. Stare budynki, zardzewiałe wraki pojazdów, itp. Przy okazji podróży zaobserwowaliśmy różne ciekawe pojazdy - jak na przykład ciężarówkę wiozącą na naczepie drugą ciężarówkę. Niektóre budynki rzeczywiście pochodzą z przed dwóch wieków i część z nich jest dalej używana, zaś część straszy przy drodze. Nie byłem też w stanie stwierdzić ile z budynków wyglądających staro (ale bez podanej na nich daty) było w rzeczywistości stare, a ile z nich było tanimi imitacjami.

W oddali zauważyliśmy dziwne chmury, Ryszard zasugerował, iż może jest to dym z pożaru, ja jednak początkowo nie dałem się przekonać. Dojeżdzając do Angel Camp zauważyliśmy dużo dziwnych, nisko latających samolotów oraz chmurę dymu. Przypuszczenia co do pożaru lasu okazały się prawdziwe. Widzieliśmy sporą ilość wozów policyjnych kręcacych się po okolicy oraz kilka wozów bojowych straży pożarnej. Z radia dowiedzieliśmy się, iż płonie około 7 akrów lasów i strażacy aktualnie próbują opanować sytuację. O tym niewielkim pożarze usłyszeliśmy potem jeszcze w radiu, gdzie poinformowano, iż sytuacja wydaje się opanowana.

Po Angels Camp i niewielkim zaobserwowanym pożarze dotarliśmy w okolice malowniczego jeziora New Melones Lake, gdzie nie omieszkaliśmy się zatrzymać na kilku z Vista Pointów i zrobić kilku zdjęć. Jezioro przecięte jest mostem, niestety nie ma możliwości się tam zatrzymać, zaś widok zasłaniają betonowe barierki. Po drugiej stronie jeziora czekał nas długi i dość stromy (10%) podjazd o długości kilkunastu mil. Musieliśmy zyskać kilka tysięcy stóp wysokości. Upał na dworze panował niemiłosierny, jednak posłuchaliśmy znaków polecających wyłączyć klimatyzację, gdyż wskaźnik temperatury silnika zaczął podejrzanie rosnąć. Droga wiła się zboczem góry stromymi serpentynami, zakrętami o 180 stopni, nie zawsze dobrze wyprofilowanymi, przez co nasza prędkość nie przekraczała 30-40 mph, zaś co jakiś czas musieliśmy ostro hamować przed pojawiającymi się z nienacka zakrętami. Przy okazji mieliśmy możliwość podziwiać niesamowity widok w dół, jako że z jednej strony drogi mieliśmy skały, zaś z drugiej malowniczą przepaść. Widok psuły jedynie potężne linie energetyczne, które również przecinały górę, na którą się z mozołem wspinaliśmy.

Wreszcie dotarliśmy do połączenia naszej drogi 49 z drogą stanową 120, która to prowadzi przez górzyste tereny Yosemite. Droga ta charakteryzuje się również dużą ilością nagłych zmian wysokości oraz serpentyn, zapewne jest to główny powód dla którego jest ona zamknięta w zimie. Mimo, iż zapadał już powoli zmierzch, zatrzymywaliśmy się w różnych punktach (na oficjalnych Vista Pointach i na poboczu), by zrobić zdjęcia. Najczęściej spotykanymi ludźmi byli Amerykanie oraz co ciekawe Niemcy. Niemcy występowali w dwóch wariantach - albo cała rodzinka wynajmująca RV, albo też kilku młodych ludzi w sportowym samochodzie. Podążając drogą 120 i dalej jej odnogą noszącą nazwę Big Oak Road, rozpoczęliśmy zjeżdżanie do doliny Yosemite. Przekonałem się, iż Dan mówił prawdę, o tym, iż dolina robi niesamowite wrażenie. Zjeżdzając i tracąc kilka tysięcy pracowicie wcześniej uzyskanych stóp wysokości ujrzeliśmy wrota doliny. Dolinę można sobie wyobrazić jako pewien obszar terenu ogrodzony z obydwu stron ścianami skalnymi o wysokości miejscami ponad 1000m. Sprawia to niesamowite wrażenie, przesłaniając duzą część widoku z dna doliny. W mroku dotarliśmy do naszego dzisiejszego obozowiska - HouseKeeping Camp. Przy check-in'ie zostałem poinstruowany o konieczności chowania wszelkiego rodzaju żywności i pachnących artykułów do skrzynek 'przeciwmisiowych', gdyż okolica Yosemite charakteryzuje się bardzo dużą gęstością zamisienia. Miejsce noclegowe okazało się dość ciekawą konstrukcją - trzy ze ścian były murowane, zaś wejście wykonane było z odsuwanej folii. Nad całością rozpięty był brezentowych dach. Wewnątrz znajdowały się trzy materace, zaś w pobliżu stół, ławki, palenisko oraz dwa gigantyczne metalowe kontenery na żywność (gigantyczne, gdyż Amerykanie przywożą dużo żywności). Ponadto punkt wyposażony był w podstawowe media - czyli prąd i wodę, niestety brakowało gniazdka z Ethernetem, w powietrzu nie udało się złapać żadnych pakietów (ni to 802.11, ni to GSM).

Zmęczony, szybko wziąłem prysznic i pomimo hałasujących turystów poszedłem szybko spać. Następnego dnia wstawaliśmy wcześnie rano, by wyruszyć na górujący nad okolicą szczyt Half-Dome. Od dna doliny do szczytu jest ponad 1400m. Szlak ma ponad 8 mil i przechodzi w pobliżu jednego z wyższych wodospadów w US (181m) - Nevada Fall. Ostatnie 274m wysokości należy pokonać wspinając się po stromej skale, w ostatnim odcinku wspomagając się zainstalowanymi stalowymi linami.

Dodaj nową odpowiedź

Please solve the math problem above and type in the result. e.g. for 1+1, type 2.
Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.