Kolejne dni w Roseville
Poniedziałek, wtorek i środa zleciały bardzo szybko, tak że prawie tego nie zauważyłem. Zapewne spowodowane to było zmęczeniem po weekendowej wyprawie oraz dość ciasnym upakowaniem zadań w ciągu dnia. A mój dzień wygląda zazwyczaj tak:
- 7:00 - Pobudka.
- 7:10 - 7:55 - Śniadanie (jakieś gofry i krojony melon) oraz rozmowa z Asią przez jabbera.
- 7:55 - 8:15 - Szykowanie się do wyjścia do pracy.
- 8:15 - 8:35 - Dojazd do pracy.
- 8:35 - 17:30 - Praca, szkolenia, dyskusje w HP.
- 17:30 - 20:00 - Zakupy w okolicznych sklepach
- Odpoczynek, układanie i oglądanie nowo kupionych rzeczy, planowanie dalszych zakupów.
- Stworzenie wpisu na bloga z ostatnimi wiadomościami i obserwacjami.
- Szykowanie się do spania, przygotowanie rzeczy na następny dzień do pracy.
- Rozmowa z Asią przez jabbera.
- Spanie.
Obecnie już nie mam zbytnio siły i ochoty na robienie zakupów, kupiłem już większość potrzebnych rzeczy - głównie ubrań. Dziś do tego wszystkiego kupiłem dodatkową torbę podróżną, gdyż do tej, z którą przyjechałem nie zmieściłbym nawet połowy zakupionych ubrań. Ponadto skorzystałem z okazji i nabyłem gigantycznych rozmiarów butelki z witaminami, gdyż są tu bardzo tanie w porównaniu ze Szwajcarią. Oprócz tego, skusiły mnie dwie pary jeansowych spodni - jedne od Wranglera, drugie od Levi'sa - całkiem ładne w cenach około 15$ za parę. Jest to już chyba czwarta para długich spodni, którą kupiłem (poprzednie w American Eagle). W pełni mogę zgodzić się z moimi znajomymi, którzy mówią, iż w US opłaca się kupować ubrania (duży wybór, dobra jakość, dobra cena) i elektronikę (duży wybór, dobre ceny), zwłaszcza że dodatkowo kurs dolara jest bardzo niski.
Dziś widzieliśmy pana policjanta na motorze z suszarką w ręku na jednym ze skrzyżowań. Nie zauważyliśmy, by kogokolwiek zatrzymał. W mieście obowiązuje ograniczenie do 35/45mph, a większość ludzi jeździ w miarę blisko owych ograniczeń, ponadto ma antyradary. Pierwszy raz, amerykańską policję mieliśmy okazję zobaczyć w okolicach San Francisco, w samochodach oznaczonych Highway Patrol. Panowie zatrzymywali jadące zbyt szybko samochody i na poboczu wystawiali mandaty. Kolejny, tym razem bezpośredni kontakt z szeryfem, mieliśmy na terenie campusu Uniwersytetu Stanforda, gdzie pan szeryf pytał się czy nie pomóc nam w robieniu zdjęcia. Podczas dalszych podróży kilkukrotnie widzieliśmy na poboczach dróg policjantów wystawiających mandaty. Staramy się jeździć w miarę przepisowo - czyli w okolicach ograniczeń, tak jak samochody przed nami i za nami. Mandaty tu są całkiem spore, a do tego, często trafiają się strefy robót drogowy, w których wartość mandatu mnożona jest przez 2. Kolejną ciekawostką są podpisy pod znakami ograniczenia prędkości. Dość często można znaleźć dopisek - 'Radar Enforced', co jest raczej samowyjaśniające się. Znaczy, iż w danym obszarze jest większa szansa spotkać policjantów z latarką, czy wozy Highway Patrol. Fotoradarów tu raczej nie ma, poza skrzyżowaniami, gdzie łapią kierowców przejeżdzających na czerwonym świetle. Dodatkowo, można czasem na autostradach natknąć się na tabliczkę 'Aircraft Enforced' pod ograniczeniem prędkości i znaczy to mniej więcej tyle, iż obszar może być monitorowany z powietrza.
Okazało się niestety, że HP zrobiło nas odrobinę w konia, i że hotel mamy tylko do piątku - co oznacza, iż jadąc do pracy w piątek, musimy zabrać ze sobą wszystkie rzeczy. Ale w sumie dobrze się stało, gdyż dzięki temu zdecydowaliśmy się odjechać z HP po lunchu i udać się prosto do Yosemite. Szybko zabookowałem nocleg z piątku na sobotę (z soboty na niedzielę już wykupiliśmy wcześniej). Dan ostrzegł nas, iż w Yosemite żyje bardzo dużo niedźwiedzi, i żeby pod żadnym pozorem nie zostawiać w samochodzie żadnych pachnących rzeczy (jedzenie, kosmetyki, itp). Miś taki może bez problemu samochód otworzyć, demolując go przy tym niemiłosiernie. W takiej sytuacji ma się duży problem, gdyż zostaje się ze zrujnowanym samochodem, karą od strażników parku za nauczenie niedźwiedzia wyżerania z samochodu i brakiem perspektyw na jakiekolwiek pieniądze z ubezpieczenia. W Yosemite zamierzamy spędzić piątkowy wieczór, całą sobotę oraz część niedzieli. Następnie udamy się do Sequoia National Park, by obejrzeć najwyższe drzewa na świecie. Dalej już nie mamy dokładnie sprecyzowanych planów, ale chcielibyśmy odwiedzić Los Angeles i San Diego oraz wrócić do San Francisco malowniczą drogą nr 1.
W pracy dziś mieliśmy spotkanie z ludźmi z innej komórki badawczej HP. Zebranie poruszało ciekawe tematy, z których część być może przyda się w naszej pracy, bądź też będzie dało się przetestować w CERNie. Zebranie trwało ponad 4h i mimo tego, iż było ciekawe, dobrze że wziąłem na nie laptopa, bo czas szybciej zleciał. Po obiedzie zaś zebraliśmy się na zbieranie wszystkich porobionych notatek (papierowe, pliki txt, mindmapy) i porządkowanie zgromadzonych informacji. Stworzyłem nawet raport z naszego pobytu w HP, do którego teraz Ryszard dopisuje swoje obserwacje. Jak na razie dokument ma około 9 stron i nawet jeden rysunek.
Jak już napisałem na początku, dziś znów udaliśmy się na zakupy. Moim głównym celem było znalezienie dużej torby podróżnej, tak bym mógł bez problemu zmieścić wszystkie moje zakupy i zabrać je do domu. W sklepie sieci Target dostępne były tylko całe zestawy toreb - a jako, że nie potrzebuję kompletu 4 toreb różnej wielkości w cenie 100$, ruszyliśmy dalej. Jeszcze przed wyjściem wzrok mój przykuły różne spodnie jeansowe, wybrałem i przymierzyłem dwie pary - i kupiłem, wszak nie zawsze można kupić dobrze leżące i dobrej jakości ubrania za 15$. Kolejnym sklepem był Sport Chalet, w którym panują niesamowite obniżki na różne artykuły. Kilka toreb zwróciło moją uwagę, jednak nie do końca mi odpowiadały, gdyż nie miały w zasadzie żadnego wzmocnienia i stelaża. Ostatecznym ratunkiem okazał się WalMart, znany dystrybutor chińskiej tandety. Na szczęście tu wypatrzyłem normalną, porządną torbę, za dość okazyjną (jak na europejskie warunki) cenę 90$ torbę. Oprócz tego kupiłem duży zapas witamin (znaczy po jednej butelce z 500 tabletkami), gdyż w Szwajcarii leki są raczej drogie.
Dziś zabieram się za spakowanie do mniejszej torby wszystkich ciężkich rzeczy - czyli leki, książki, buty, itp. Ponadto będę musiał w końcu umyć buty po weekendowej wycieczce, gdyż obecnie nie można w nich wyjść na ulicę.


Dodaj nową odpowiedź