Weekendowa wycieczka. Lake Tahoe, Sierra Nevada (II)

The answer you entered to the math problem is incorrect.

Już po naszej wycieczce zorientowaliśmy się, iż przegapiliśmy jedeną z ciekawszych tras. Mianowicie jadąc z Sacramento w kierunku Truckee autostradą miedzystanową nr 80 przejeżdza się przez przesmyk Donner Pass na wysokości ponad 2000m. A o czym w związku z tym zapomnieliśmy? O tym, iż zamiast widokową trasą 80, można pojechać znacznie starszą, bardziej stromą, krętą i malowniczą drogą - historyczną autostradą nr 40. Owa droga jest fragmentem Lincoln Highway, która jest pierwszą transkontynentalną autostradą przez Stany Zjednoczone. Podobno jazda tamtędy jest niezwykle ciekawa, choćby ze względu na tzw. hairpin turn'y. Przejazd przez tamte okolice (Donner Pass, Yuba Pass, itp) w zimie może być prawdziwym wyzwaniem, gdyż są to obszary gdzie występują największe opady śniegu w całym US. Według wikipedii przeciętnie spada tu ponad 10m śniegu, zimowe wichury osiągają 100mph, zaś temperatura może spadać poniżej 40℃. Nic dziwnego, iż konieczna jest jazda w łańcuchach. No, ale niestety przegapiliśmy możliwość przejechania trasą 40, i podczas tego pobytu możliwość przejazdu raczej się nie powtórzy.

IMG_3002

Przed nami Sierra Nevada. Droga zaczyna obfitować w strome podjazdy i zjazdy. Ponadto zwężyła się do tylko dwóch pasów.

Nad jeziora Loch Leven wyruszyliśmy z pękającego w szwach parkingu, nieopodal stacji rangerów. Co nas zdziwiło to ogromna ilość różnych skał na szlaku. Zarówno wielkie płyty i głazy, jak i niewielkie kamienie w dużej ilości. Ponadto bardzo duża ilość powalonych martwych drzew. Tutaj nikt ich nie sprząta, co było dla mnie nowością, gdyż znam podejście z Beskidów, gdzie martwe drzewa są zazwyczaj usuwane. Być może w Beskidach ludzie po prostu kradną drewno, a być może są usuwane, by nie stać się pożywką dla robactwa. Lasy beskidzkie są wyjątkowo słabe, dzięki doskonałym decyzjom Habsburgów o ponownym zalesieniu gór drzewami nizinnymi i być może są trapione znaczną ilością szkodników. Tutaj jednak martwe drzewa zalegają na ziemi i powoli się rozkładają na próchno a potem brązowy pył. Przy okazji są one miejscem żerowania różnorodnego ptactwa, które mieliśmy okazję obejrzeć (niestety nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia, bo albo zwierzątka uciekały, albo mieliśmy zbyt mały zoom w aparacie). Rosną tu wyłącznie drzewa iglaste - sosny, i jakieś inne bliżej nieznane nam gatunki. Zapewne jest to spowodowane bardzo suchym latem oraz mroźną zimą - drzewa iglaste nie tracą wiele wody i mogą przetrwać te trudne warunki. Szyszki z tych drzew są iście amerykańskie - czyli ogromne w swoim rozmiarze. Niektóre z drzew są na wpół suche, ale nie wiem czy to już ich ostatnie dni, czy też efekt upalnego lata. Dodatkowo korę drzew porasta bardzo ładny, żywozielony porost. Niestety w dotyku okazuje się kłującym, suchym i kruchym, zupełnie niwecząc pierwsze wrażenie o puszystości i miękkości. Jadąc trasą 80 widzieliśmy ogromne połacie suchego lasu - zapewne skutek suszy oraz silnych wiatrów. Niektóre co bardziej fantazyjne suche drzewa umieściłem w galerii. Po drodze musieliśmy też przejść przez dość często używaną, wysoko położoną, dwutorową linię kolejową należącą do Southern Pacific. Nie natknęliśmy się na żaden pociąg, ale mogliśmy podziwiać wysoko położone tory znikające w oddali w tunelu. Zastanawialiśmy się czy tory te nie są fragmentem linii transkontynentalnej, niestety nie wiemy.

IMG_3013

Dość wysoko przebiega intensywnie eksploatowana linia kolejowa, należąca do Southern Pacific.

Trasa do jeziorek nie jest zbytnio wymagająca i ma około 4 mili. Po przejściu około 2/3 tej drogi dotarliśmy do pierwszego z tych jezior. Sprawiło ono na nas duże wrażenie, gdyż wraz z otaczającymi go skałami i roślinnością tworzyło malowniczy obraz rodem z bajki. Woda była przejrzysta i ciepła, w płytszych miejscach dało się dostrzec dno. Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć po czym ruszyliśmy do drugiego jeziora. Okazało się równie urokliwe co pierwsze. Ponadto udało nam się znaleźć wysokie drzewo powalone przez wiatr w stronę jeziora, po którym dało się przejść dobre kilka metrów ku środkowi. Zostawiłem na brzegu plecak, aparat, portfel (na wypadek gdybym się przypadkiem potknął i wwalił do wody), po czym doszedłem prawie do końca drzewa. Jeziorko ma dość strome dno, gdyż bardzo szybko straciłem z oczu piaszczysty spód jeziora. Następnie udaliśmy się do ostatniego z jezior, odrobinę pobłądziliśmy idąc po skalnym rumowisku (szlaki nie są oznaczone, poza faktem istnienia odrobinę udeptanych ścieżek oraz konstrukcji pomocniczych stworzonych z kamieni przez samych turystów). Przy ostatnim jeziorze zauważyliśmy kilka namiotów, w których zapewne nocowali rasowi backpackerzy (nie bojący się nachalnych niedźwiedzi). Na jednej ze skał urządziliśmy postój, i odpoczęliśmy. Na obiad zjadłem 8 batoników z musli i powoli zacząłem stwierdzać, że takie batoniki wcale mi nie smakują. Ponadto podczas samego wejścia wypiłem około 1.5l kolorowego napoju Powerade (zapewne przez wysoką temperaturę).

IMG_3008

Nawet szyszki są rozmiaru super-size.

Dość spora grupa ludzi, zarówno tych mijanych na szlaku, jak i tych przy jeziorze posiadała ze sobą psy. Jednak były to bardzo dobrze wychowane psy, idące bez smyczy przy swoich właścicielach i reagujące na każde polecenie. Być może tu tresura dla psów jest obowiązkowa (co powinno być standardem w Polsce, gdzie dużo ludzi nie ma pojęcia o wychowaniu psa i wychowuje potencjalnie mordercze, a na pewno krnąbrne bestie). Można tu kupić nawet specjalne plecaki (uprzęże, podobne do siodła) dla psów, w których duży pies może nieść swoje wyposażenie - czyli miskę, jedzenie, łopatkę do zakopywania odchodów, i ewentualnie inne rzeczy. Ludzie (bądź też firmy) są dosyć pomysłowe i prześcigają się w różnych udogodnieniach dla turystów. Dużym zaskoczeniem dla nas była czystość szalaków. Podczas całej naszej weekendowej wyprawy nie dostrzegliśmy ani jednego, nawet drobnego śmiecia w okolicy szlaku. Jest to duża odmiana w porównaniu zarówno z Francją (gdzie sporadycznie można coś zauważyć), jak i z Polską (gdzie ludzie nie mają wstydu i wyrzucają co popadnie, gdzie popadnie). Co ciekawe, podobne wrażenia mamy z odwiedzonych do tej pory miast (oczywiście odwiedzaliśmy w nich tylko normalne dzielnice).

IMG_0083

A tak wygląda jedno z jezior.

Po krótkim odpoczynku, pożywieniu się i wysłaniu smsów (w Europie była wtedy 9 w nocy) ruszyliśmy w drogę powrotną. I tym razem odrobinę pobłądziliśmy na skalnym rumowisku, ale bez większych nakładów drogi wróciliśmy na szlak i dotarliśmy do samochodu. Parking był już wypełniony po brzegi, kolejne samochody ustawiały się zgodnie z zaleceniami rangerów na jednym z poboczy. Samochód niestety stał na słońcu i w środku panował niemiłosierny upał (na szczęście picie w bagażniku nie zagrzało się zbytnio). Po szybkim przewianiu gorącego samochodu włączyliśmy wspaniały wynalazek ludzkości - klimatyzację - na pełną moc i ruszyliśmy w dalszą drogę, ku Tahoe City, a następnie South Tahoe. Miło było usiąść w chłodzie po dość ekspresowym marszu przez góry (ekspresowym, gdyż na ten dzień mieliśmy jeszcze wiele rzeczy zaplanowane). Było to chyba jedno z moich pierwszych wyjść w góry w tym sezonie, dlatego mięśnie (od wchodzenia) i stawy (od schodzenia) odrobinę protestowały przeciw narzuconemu tempu.

IMG_0067

Jedno z najładniejszych drzew podczas całej wycieczki.

W mieście Truckee skręciliśmy w drogę 89 prowadzącą do Tahoe City, a dalej przez stanowy parkEmerald Bay do South Tahoe. Droga ta nie była już autostradą, posiadała jeden pas do ruchu w każdym kierunku i obowiązywało na niej ograniczenie prędkości do 35mph. Ograniczenie nie było spowodowane jakimiś szczególnie trudnymi zakrętami, czy złym stanem drogi, lecz olbrzymią ilością turystów, spragnionych spływu rzeką Truckee. Dlatego też pobocza w wielu miejscach oblepione były samochodami, przyczepami i ludźmi. Ponadto kursowały tu autobusy firmy obsługującej spływy, przewożące ludzi i ich ekwipunek do początku spływu. Na rzece panował niesamowity tłok i gdzieby nie spojrzeć można było dostrzec pontony z ludźmi. Nie przemówił do mnie urok spływu polegający na przeciskaniu się przez taki ścisk. Ponadto zaobserwowaliśmy tu większą ilość rowerzystów niż zwykle - mianowicie na drodze od Truckee do Tahoe City naliczyliśmy ich może nawet 10. Po drodze mija się też zjazd do słynnej Squaw Valley, która to jest centrum sportów zimowych i gdzie organizowano zimowe igrzyska olimpijskie w roku 1960. Po kilkunastu milach jazdy ukazało nam się wreszcie jezioro Tahoe...

IMG_0119

W okolicach Tahoe City, przy trasie nr 89.

Jezioro Tahoe jest jednym z najgłębszych jezior w Ameryce oraz na świecie. W najgłębszym punkcie ma ponad 500m głębokości. Jest położone bardzo wysoko - położone prawie 2000m nad poziomem morza. Długość linii brzegowej wynosi około 114km. W jeziorze zgromadzone są ogromne zapasy wody, rzędu 156km^3. Jezioro nigdy nie zamarza. Przewodnik mówi, iż gdyby rozlać całą wodę z jeziora na terenie Kalifornii, to poziom wody wyniósł by 14 cali. Napełnianie naturalnymi metodami jeziora od nowa trwałoby około 700 lat. Uważa się, iż jezioro powstało w wyniku zapadnięcia się wulkanicznego krateru oraz ruchów górotwórczych wypiętrzających wzdłuż uskoków okoliczne góry. Dużym problemem dla jeziora jest postępująca eutrofizacja, niektórzy mówią, iż ze względu na rozmiar jeziora jest ona nieodwracalna. Znaczna ilość przybrzeżnych terenów znajduje się w rękach prywatnych i jest oblepiona różnymi domami i willami, o których dość często ciężko powiedzieć, żeby były ładne.

IMG_3045

A to jedyna wyspa na jeziorze Tahoe. Połozona w Emerald Bay.

Pierwszy krótki przystanek zrobiliśmy sobie nieopodal Tahoe City. Skusił nas wspaniały widok, przypominający przepiękne jezioro Lemańskie. Szybko zlokalizowaliśmy publiczny pier i weszliśmy kilkanaście metrów wgłąb jeziora. Widok jeziora otoczonego różnorodnymi (zielone, skaliste, żołte, łyse) górami, tonącego w promieniach prażącego słońca był niesamowity (tak, wiem, nadużywam słów niesamowity, malowniczy, itp). Przez chwilę zastanawialiśmy się czy nie wskoczyć na chwilę do wody celem ochłody, gdyż byliśmy już trochę znużeni podróżą, a mięśnie po wycieczce w Loch Leven Lakes odrobinę dawały się we znaki, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się jechać dalej do następnego spektakularnego miejsca - zatoki Emerald Bay...

Dodaj nową odpowiedź

Please solve the math problem above and type in the result. e.g. for 1+1, type 2.
Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.