Nadawanie przesyłki Cargo

The answer you entered to the math problem is incorrect.

I już jestem po wizycie na terminalu Cargo na warszawskim Okęciu. Mimo, iż proces nadawania przesyłki specjalnie mnie nie zaskoczył, to mam do niego kilka różnych uwag. Dla niewtajemniczonych przypomnę, iż w związku z wyjazdem do Genewy zdecydowałem się przesłać poprzez Cargo rower oraz spory zestaw książek o tematyce informatycznej. Przesyłka Cargo jest jednym z tańszych sposobów dostarczenia pakunków ciężkich, bądź też gabarytowo dużych do miejsca przeznaczenia (z dokładnością do docelowego terminalu Cargo). Jedynym tańszym rozwiązaniem, jest znalezienie kogoś znajomego, kto akurat jedzie do miejsca przeznaczenia dostatecznie dużym samochodem i podrzucenie mu za opłatą owego bagażu. Niestety rower, nawet zapakowany w karton zajmuje całkiem sporo (w sumie, gdyby nie był zapakowany w karton, zajmowałby pewnie odrobinę mniej miejsca) - w moim przypadku 140x70x20. Przesyłka tzw. kurierem nie wchodzi w rachubę, gdyż koszty są odstraszające, zaś korzystanie z pośredników do skorzystania z Cargo wiąże się z dodatkowymi kosztami. Tak więc poniżej krótka opowieść o moich przejściach związanych z wysyłaniem przesyłki.

W zaprzyjaźnionym sklepie rowerowym mój jednoślad został ładnie zapakowany w nieporęczny karton do przewozu roweru. Książki zostały zapakowane w pudełko zabrane z punktu obsługi klienta w jednym z warszawskich Saturnów. Zostały one zapakowane w reklamówki, oklejone dokładnie szarą taśma klejąca, a ponadto zawinięte kilkukrotnie w folię bąbelkową (którą można kupić np. w Leroy Merlin na stoisku ogrodniczym (!?)). Potem spisałem wymiary poszczególnych kartonów oraz dokonałem zgrubnego określenia ich wagi na podstawie pomiarów na wadze łazienkowej (jak się okazało na terminalu pomyłka wyniosła tylko 1kg, zapewne spowodowane błędem paralaksy przy odczycie z tarczy wagi łazienkowej). Ponadto przygotowałem napisane własnoręcznie (na komputerze) oświadczenie celne. W takim oświadczeniu piszę co przewożę (rower i książki), podaję jaki charakter ma przesyłka i jaka jest zgrubna wartość przesyłki. Ponadto w przypadku książek dopisuje się zdanie, o tym, iż przesyłka nie zawiera pozycji starszych niż 50 lat.

Kolejnym etapem wysyłania przesyłek było wybranie przewoźnika. Wybór padł na LOT Cargo Services. Procedura jest dość prosta - pierwszym krokiem jest telefon na rezerwację Cargo i ustalenie kiedy należy dostarczyć przesyłkę na terminal (ponadto dostaniemy numer rezerwacji). Na przykład w przypadku lotów do Genewy, loty są codziennie o godzinie 1630. Można dostarczyć pakunki w dniu wylotu odpowiednio wcześnie (najpóźniej 3h przed wylotem) lub też dzień wcześniej. Dojazd na terminal Cargo komunikacją miejską jest dość problematyczny (jeden, dość rzadko jeżdżący autobus), dlatego wybór padł na taksówkę bagażową. Całkiem sprawnie załatwia się to z Ele Taxi, gdzie koszty są następujące: 30PLN za podstawienie, 40PLN/h załadunku/rozładunku (rozliczane z dokładnością do 1 minuty) oraz 2PLN/km.

Taksówką dojeżdżamy na terminal Cargo, pod adresem Wirażowa 35. Idziemy do sali obsługi do stanowiska z napisem eksport. Miła pani z obsługi idzie z nami zważyć i zmierzyć bagaż. Następnie wylicza wagę przesyłki (gdyż waga może być liczona na dwa sposoby - według objętości lub rzeczywistej masy) i wybierany jest cięższy wariant (czyli droższy dla nas). Warto zwrócić uwagę na otrzymaną wagę, gdyż np. do wyliczenia opłaty za przewóz, korzystniej jest podać czasem wagę większą niż rzeczywista, po to, by wpaść w niższą stawkę za 1kg. Tak było w moim przypadku, gdzie waga rzeczywista (objętościowa) wyniosła 32kg, zaś przyjęta do wyliczenia przesyłki wyniosła 45kg. W okienku otrzymujemy list przewozowy (i kilkanaście jego kopii na papierze samokopiującym). Z nim idziemy do okienka import, gdzie pani wystawia fakturę za handling (w moim przypadku 61PLN). Następnie wracamy do okienka eksport, bierzemy fakturę, którą pani wypisała w czasie załatwiania faktury za handling. Z obydwoma fakturami idziemy do kas i dokonujemy opłaty, po czym wracamy do okienka eksport. Pani zatrzymuje dla siebie kilka kopii faktur oraz kilka kopii listu przewozowego (oraz mówi, który oryginał zachować dla siebie), daje dalsze instrukcje oraz naklejki przewozowe na bagaż.

Uzbrojeni w list przewozowy idziemy w stronę magazynu i pierwszym punktem, który powinniśmy odwiedzić jest Urząd Celny (o ile wysyłamy coś poza wspólny obszar celny). Pokazujemy tam list przewozowy oraz oświadczenie (o którym wspominałem wcześniej), w zamian dostajemy pieczątki na liście przewozowym. List przewozowy zostawiamy następnie u Straży Granicznej, zaś sami udajemy się z bagażem w kierunku maszyny prześwietlającej. Wrzucamy bagaż na paletę drewnianą i kładziemy całość na podajniku maszyny prześwietlającej. Gdy wszystko jest w porządku, otrzymamy od Straży Granicznej list przewozowy wzbogacony o kolejne pieczątki. Możemy też obejrzeć nasz bagaż odjeżdżający w siną dal magazynu. Ostatnim krokiem jest zostawienie pozostałych kopii (oprócz oryginału dla nas) w okienku znajdującym się nieopodal skanera bagażu.

Powyższy opis brzmi całkiem prosto, w rzeczywistości niestety nie jest tak różowo. Cała procedura zajęła nam około 2h30, z czego większość czasu straciliśmy w części magazynowej (UC, SG). Trochę czasu zeszło się również przy wystawianiu listu przewozowego (głównie przez problemy techniczne z drukarką igłową, która niechętnie przyjmowała samokopiujący papier o grubości kilkunastu arkuszy). Gorzej było niestety w części magazynowej, gdzie panował lekki chaos. Skierowaliśmy swoje kroki w kierunku biura Urzędu Celnego, w okolicy kręciło się sporo osób (z identyfikatorami), lecz nikt nie był w stanie powiedzieć co powinniśmy zrobić (a nie wiedzieliśmy, gdyż byliśmy tu pierwszy raz). W końcu, jedna z osób w biurze poinformowała nas, iż do Genewy nie musimy nic robić z UC. Ok, więc udaliśmy się do Straży Granicznej. Powiedziano nam, by czekać przy skanerze bagażu. Przy skanerze czekaliśmy kilkanaście(dziesiąt?) minut i nic nie wskazywało na to, by kiedykolwiek miała nadejść nasza kolej na skanowanie. W międzyczasie różne osoby (zapewne z firm kurierskich) miały prześwietlane różnorakie paczki. W końcu za radą jednego z owych ludzi, poszliśmy do stanowiska skanowania i udało się uzyskać pozwolenie na wrzucenie swojego bagażu. Wzbudziło to pewne sprzeciwy ze strony innych ludzi oczekujących na skanowanie (jednak trudno było stwierdzić, czy zasadne, gdyż nie wiadomo było, kto był pierwszy, ponadto wszyscy oni mieli gigantyczną ilość pakunków, my zaś tylko dwa). Po skanowaniu okazało się, iż niestety konieczna w naszym przypadku jest pieczątka z Urzędu Celnego i że zostaliśmy źle poinformowani. Przy okienku poczekaliśmy chwilę na panią z UC, która zajmuje się przeglądaniem listów przewozowych oraz oświadczeń. Kazała nam dopisać na oświadczeniu, iż książki nie mają więcej niż 50 lat oraz kazała dopisać mój numer paszportu, po czym przybiła nam pieczątki. List ze wszystkimi stemplami oddaliśmy gdzie trzeba i na tym na razie kończy się moja przygoda z Cargo... (pozostaje jeszcze odbiór)... Stan przesyłki można śledzić online (nawet już są tam jakieś informacje o przyjęciu przesyłki wpisane).

$Id: 20070621_cargo.html 83 2007-06-22 21:06:47Z mhulboj $

Dodatkowa informacja

Stan przesyłki (uaktualniany dosyć często) możemy śledzić na stronie:
LOT Cargo Tracking

Post new comment

Please solve the math problem above and type in the result. e.g. for 1+1, type 2.
The content of this field is kept private and will not be shown publicly.